Mało śpie
Mało się uśmiecham
Mało mówię
Mało się ruszam..
Mało żyje.
Dziś zjadłam tylko jabłko i 4 wafle ryżowe. A to tylko po to, żeby nie zemdleć kiedy będę na treningu z koszykówki. Spale zbędne kalorie, a jak wrócę, zafunduje sobie zimną... orzeźwiającą kąpiel.
Ze znajomą już jest dobrze.
Jednak narodziły się nowe problemy. W sumie czego ja się spodziewałam. Nigdy nie może być z górki.
Wykańczam się. Jednak żyletka nie została tknięta ani razu. Na razie. Stare rany się goją.. jednak nie chcą zblednąć. Ciągle są lekko różowe. To zapewne kwestia czasu, więc czekam.
Czy mam jakiś cel na marzec?
Chciałabym 1 marca na wadzę zobaczyć 51kg.
Uda się? Zapewne tak. Nie mam ostatnio żadnego problemu z niejedzeniem. Więc dokładając do tego te wszystkie "sposoby" na szybszą utratę wagi.... dam rade. Jutro i pojutrze będę miała dwie głodówki pod rząd..
Błagam dodajcie mi siły i motywacji.. bo to się musi udać.. musi kurwa. Nie mogę już dłużej czekać.
Pierdoliłam się rok z odchudzaniem po czym wróciłam do punktu wyjścia. Teraz to się nie może powtórzyć.

Wczoraj byłam u babci.
Po prostu musiałam się trochę wyżalić.
Co usłyszałam.
"Dziecko, ty nie masz depresjii?"
:')
No co ty babciu? Męczę się już z nią 4 lata, a ty dopiero to zauważyłaś?
Miło mi.
Ale nawet gdyby teraz chciała mi pomóc, to byłoby już za późno.
Bo ja nie chce tej pomocy.
CHCE SCHUDNĄĆ
I to boli w sercu....
